sobota, 18 sierpnia 2012

Rozdział 7

Na początku chciałam bardzo, bardzo przeprosić, że nie było tutaj nic TAK DŁUGO, ale zaczynam nadrabiać zaległości. ;)

___________________________

*oczami Nialla*

Biegłem najszybciej jak mogłem ale to i tak nie wystarczyło. Ułamek sekundy i moją rękę bezlitośnie musnął pocisk. Nie zatrzymałem się, choć bolało o wiele bardziej niż mogłem to sobie wyobrazić. Chciałem wydostać się z tego okropnego pomieszczenia, pełnego krzyków, wrzasków, odgłosów strzałów, ale świadomość, że Eleanor to ukochana Louisa, mojego najlepszego przyjaciela, trzymała mnie dalej wewnątrz.
Zobaczyłem ich dwójkę, biegnącą w stronę tylnego wyjścia. Byli już poza zasięgiem porywaczy, zupełnie bezpieczni. Potykając się, zbliżali się do drzwi. Skierowałem się w ich stronę, kiedy nagle otrzymałem mocny cios w głowę i padłem nieprzytomny na ziemię. Ocknąłem się na noszach, podczas gdy lekarze wynosili mnie do karetki. Katie szła obok ratowników i krzyczała ledwie słyszalne dla mnie słowa. Odpowiadałem jej szeptem, starając się brzmieć wyraźnie. W pewnej chwili wszystko zaczęło się rozmazywać, a potem była już tylko ciemność.
Otworzyłem oczy i rozejrzałem się po dziwnie pustym pokoju. Wpatrywałem się długo w detale pomieszczenia, aż uświadomiłem sobie, że jestem w szpitalu. Uderzyła we mnie silna fala wspomnień. Strzelanina, Louis, porywacze, Eleanor, Katie, dziecko, Katie.. Katie i dziecko. Boże, co z nimi?! Zacząłem rzucać się po łóżku, krzyczeć, płakać, bałem się, że coś im się stało.
- Katie! - szlochałem - Przyprowadźcie ją tu! Pomocy! Katie! Błagam!
Płakałem, nie umiałem się opanować, targały mną złe przeczucia. Do pokoju wbiegł lekarz, niezwykle zdenerwowany i pobladły ze strachu. Sprawdzał wszystkie urządzenia, wstrzyknął mi jakiś płyn do kroplówki, próbował zapanować nad sytuacją.
- Nie! To nie żadne pogorszenie stanu! Przyprowadź tu Katie! Przyprowadź ją, proszę! Błagam... - Krzyczałem nie umiejąc się opanować.
Złapałem mężczyznę za koszulę i mocno szarpnąłem, tak że zacisnęła się na jego szyi.
- Powiedz mi, że nic się jej nie stało! Przysięgnij! Chcę ją zobaczyć! Przyprowadź ją! Ona jest dla mnie wszystkim! - rozkleiłem się jak nigdy.
Szlochałem, podkulałem nogi, rzucałem się w spazmach. Nie byłem sobą, nie umiałem się pohamować.
-Spokojnie, już spokojnie. Kim jest Katie? To twoja siostra, dziewczyna? Jak ma na nazwisko? Ktoś czekał tu całą noc żeby się z panem zobaczyć. Blondynka i trzech chłopaków. Czwarty poszedł do dziewczyny przywiezionej z tego samego wypadku co pan. Czyżby to była ta blondynka?
- Katie Brooks. Tak! Tak, tak, tak! Błagam niech ona tu przyjdzie proszę.. Proszę! - krzyczałem.
Patrzyłem niecierpliwie jak lekarz wychodzi na korytarz, słuchałem jak rozmawia z Katie. Nie byłem w stanie się pohamować. Wyskoczyłem z łóżka i pobiegłem prosto do drzwi. Zobaczyłem ją, moją ukochaną Katie, całą zapłakaną, zmęczoną, zapadniętą w sobie. Rozpłakałem się, jednocześnie przytulając ją mocno do siebie.
- Boże, Niall, tak bardzo się martwiłam. - wyszeptała Kat.
- Nie mogłem bez ciebie wytrzymać. Myślałem, że umrę, dręcząc się myślami, że tobie i dziecku mogło się coś stać. Tak bardzo chciałem cię już zobaczyć. Nie pamiętałem, co się w końcu z tobą stało. Martwiłem się, boże, tak bardzo! - zacząłem jeszcze głośniej szlochać.
- Cii.. Kochanie, kocham cię. Nie płacz, proszę. Jak to dobrze, że mogę w końcu z tobą porozmawiać. Nie umiałam znaleźć dla siebie miejsca, kiedy ty leżałeś w sali sam, bezbronny, nieprzytomny. Nie mogłam tam wejść, to bolało. - teraz także i Katie płakała.
Wszedłem do sali, wciąż trzymając za rękę dziewczynę. Usiadłem na łóżku i przytuliłem ją do siebie najmocniej jak umiałem. Tak bardzo mi jej brakowało. Tak bardzo... Leżeliśmy, trwając w zgodnym milczeniu, uśmiechając się do siebie i wpatrując w swoje oczy, jakbyśmy dopiero się poznali. Moglibyśmy tak leżeć już do końca świata, ale ten jakże uroczy moment musiało rozwalić trzech wariatów.

*oczami Hazzy*

- Niaaaaaaaaaall! Jak myśmy się martwili! - zacząłem krzyczeć na całą salę, wskakując na łóżko obok Niallera i Katie. - O dzięki Bogu, że teraz już siedzisz, gadasz i wszystko jest okej.
Wtuliłem się w chłopaka, obejmując też Katie. Zaraz podbiegli do nas też Zayn i Liam. Wszyscy krzyczeliśmy, przytulaliśmy się, aż w końcu przyszła pielęgniarka, bardzo rozzłoszczona, że tak hałasujemy.
- Tęskniłem za wami wszystkimi. - Zaczął Nialler - Tylko jedna noc, kiedy byłem półprzytomny, a nie byłem się w stanie ogarnąć, takie życie, to nie jest życie. Jak to dobrze, że jestem jednym z was, że razem jesteśmy One Direction.
- Oj stary, my też sobie takiego życia nie wyobrażamy. - zaśmiał się Zayn i poklepał Nialla po ramieniu.
W tej chwili w drzwiach stanęli Louis i Eleanor.
- Już mnie wypisali. - uśmiechnęła się El - Nie mogę się doczekać kiedy będziemy w domu.
- Nialler? A ty kiedy wychodzisz? - spytałem się przyjaciela.
- Dzisiaj! - powiedział po chwili zastanowienia.
- Zaraz, co? Przecież lekarz powiedział, że posiedzisz ze dwa tygodnie! - zdziwiła się Katie.
- Nie obchodzi mnie to, wypisuję się i tyle. - szepnął Niall.
- Jak chcesz...
Wszyscy rozmawiali, przytulali się, śmiali. Wcale nie wyglądali jakby byli w szpitalu. Tylko Kat, stała przy oknie sama, nikt nie zwrócił na nią uwagi. Zastanawiałem się, co się mogło stać. Nie obraziłaby się przecież na Niallera. Zastanawiałem się czy do niej nie podejść, ale stwierdziłem, że na razie nie czas. W końcu blondyn wyszedł do gabinetu lekarza i wypisał się na własne życzenie. Wszyscy czekali w pokoju, aż się ubierze, wyszykuje i będzie gotowy do wyjścia. Kiedy w końcu się ogarnął, a wszyscy ruszyli w stronę wyjścia, stwierdziłem, że już czas zagadnąć Katie, która szła na samym końcu, za wszystkimi.
- Coś nie tak, mała? Jesteś zła na Niallera? Wiesz, on jest silny, odporny, da radę. - uśmiechnąłem się.
- Słucham? Nie, nie.. - odparła zdekoncentrowana - Nie jestem na niego zła, po prostu.. Och, to coś innego. Nieważne.
- Ok, kochana. Ale.. jakby co to zawsze możesz na mnie liczyć, wiesz o tym? - zrobiłem smutną minę.
Patrzyła na mnie przez chwilę pustym wzrokiem.
- Przepraszam Harry, mam problem, ale na razie nie mogę nic nikomu powiedzieć. Może się okazać, że uda się go łatwo rozwiązać, ale nic nie wiadomo. Jestem bardzo zdenerwowana. Czy.. Czy mógłbyś mnie przytulić? - wyszeptała podłamana.
- Oczywiście. Dla ciebie wszystko, Kat. - przytuliłem ją mocno, chciałem by poczuła się bezpiecznie.
Oby wszystko było dobrze, bo ta dziewczyna zasługuje na wszystko co najlepsze.

*oczami Katie*

Nie mogłam uwierzyć, to znowu się dzieje. Koszmar powraca. Miałam cichą nadzieję, że to wszystko da się rozwiązać, odkręcić. Nie wyglądało to jednak dobrze. Myślałam, że mam to za sobą, że nigdy się nie powtórzy. Podczas tej okropnej nocy, kiedy Nialler był w szpitalu, dostałam smsa. Wystarczyło spojrzeć na ten okropny numer i już wiedziałam, że koszmar powrócił. Byleby tylko nic nie stało się nikomu z moich najbliższych. Wślizgnęłam się do samochodu i wpatrywałam się w okno. Myśli coraz bardziej mnie dręczyły. Bałam się, potwornie się bałam. Zaczęłam się zastanawiać, czego on znów będzie ode mnie chciał. Może tylko się pomylił.. Może dręczy kogoś innego, może to tylko złudzenie... Pewnie da się to jeszcze jakoś odkręcić. Na pewno będzie dobrze. Jest nadzieja.. Zerknęłam przez szybę i zobaczyłam czarnego kota, przebiegającego przez ulicę.
I już wiedziałam, że nie będzie dobrze.

___________________
mam nadzieję, że się podoba :) już niedługo, tym razem naprawdę niedługo rozdział 8 ;> proszę, komentujcie, dla was chwila, dla mnie bardzo dużo.

2 komentarze:

  1. GENIALNY <3 Kocham to opowiadanie :*
    ~ Alex

    OdpowiedzUsuń
  2. pytałaś o kontakt do mnie, napisz mi swojego maila to się odezwę :) a opowiadanie chętnie poczytam w wolnej chwili

    OdpowiedzUsuń