sobota, 12 maja 2012

Rozdział 5

*oczami Eleanor*


Boże, dobry Boże, jeśli tylko mnie słyszysz, proszę, zrobię wszystko, tylko pomóż mi się stąd wydostać, błagałam w duchu. Siedziałam w ciemnej, zapleśniałej piwnicy, oddalonej o setki kilometrów od domu chłopaków, w którym przebywali już od kilku dni po skończonej trasie koncertowej. Zapach, który się tutaj unosił był wręcz nie do zniesienia. Przy ścianach leżały kawałki kartonów, zdechłe szczury, skrawki ubrań. Przywieźli mnie tutaj dwa dni temu. Szłam prawie pustą ulicą. Godzina była późna, ale nie spieszyło mi się do domu. Spokojnie stawiałam kroki, gdy nagle, z bocznej uliczki wyskoczyło dwóch mężczyzn ubranych na czarno. Jeden złapał mnie od tyłu, unieruchamiając ręce, a drugi zakleił usta taśmą. Zaciągnęli mnie do starego, obskurnego samochodu, związali ciasno grubym sznurem i wpakowali na tylne siedzenie. Jęczałam, żeby odkleili mi tą ohydną taśmę, bo nie mogę głęboko oddychać, ale zamiast tego dostałam porządnie w policzek. Do tej pory pozostał mi siniak. W czasie tej, prawdopodobnie najgorszej podróży mojego życia czas dłużył mi się niesamowicie. Nagle wpadłam na genialną myśl. Przypomniałam sobie, że mam telefon w kieszeni. Jakimś cudem udało mi się go wyciągnąć i wsunąć w majtki, co skutecznie zmniejszyło ryzyko, że mi go odbiorą. Miałam zamiar napisać potem sms'a do Louisa, żeby jakoś mnie namierzyli. Tak bardzo za nim tęskniłam. Jedyne czego pragnęłam, to tego, żeby mnie uwolnił i mogłabym zatopić się w jego ramionach, nie odchodząc od nich już nigdy. Brakowało mi jego uśmiechu, obsesji na punkcie marchewek i pasków, sposobu w jaki mnie całował, obejmował. Na samą myśl zaczęłam płakać. Mężczyźni odwrócili się do mnie i po raz kolejny oberwałam, tym razem w drugi policzek. Przykleiłam nos do szyby i wypatrywałam jakiegokolwiek znaku, który pozwoliłby mi rozpoznać okolicę. Po około dwóch godzinach dojechaliśmy do starego, opuszczonego budynku, w zupełnie nieznanej mi okolicy. Wprowadzili mnie do tej okropnej piwnicy i zamknęli drzwi na klucz. Dali mi zapas butelek wody, ale o jedzenie się nie zatroszczyli. Jeszcze nigdy nie czułam się tak okropnie wymęczona. Byleby tylko mnie znaleźli, nie chcę jeszcze umierać...

*oczami Louisa*


Siedziałem cicho w kącie zupełnie nie zwracając uwagi na to, co dzieję się dookoła. Kołysałem się bezmyślnie wprzód i w tył, wpatrując się ciągle w ten sam punkt na ścianie. Myślałem tylko o Eleanor, która w tej chwili mogła już nie żyć. Nie mogłem odrzucić od siebie tej myśli, a ona rozszarpywała mnie od środka. Rozpłakałem się jak małe dziecko. Harry natychmiast przybiegł do mnie i przytulił.
- Lou, kochanie, nie martw się, proszę. Eleanor na pewno się znajdzie, to tylko kwestia czasu. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Skarbie, proszę nie płacz bo, i ja.. ja.. - głos załamał się Loczkowi i on również się rozpłakał.
Podeszła do nas Katie z Niallem. Nic nie mówiła, tylko patrzyła, przekazując spojrzenie pełne współczucia i wsparcia.
- Katie? - wychrypiałem ze łzami w oczach, który w sekundzie dwoiły się i troiły.
- Tak, Lou? - spytała troskliwie.
- Zrób coś dla mnie.. Nie przejmuj się, nie denerwuj. To tylko źle wpływa na dziecko. Jeśli coś się stanie maluchowi to sobie tego nie wybaczę. Dlatego obiecaj mi, że pójdziesz teraz do sypialni, położysz się spać, odpoczniesz.. tak? Nie zadręczaj się. Jutro rano wyjeżdżam, żeby szukać Eleanor. Może jej numer telefonu coś pomoże w poszukiwaniach, przekażę go policji. Na pewno będzie dobrze. Będzie dobrze, taak, na pewno.. Tylko muszę zadzwonić do mamy, bo w niedzielę idziemy do niej z Eleanor na obiad.. Tak, wszystko jest okej, tak..
- Lou, zaczynasz majaczyć, gadać brednie. Ruszam do łóżka, ale najpierw ty to zrobisz. No już, raz, dwa.
Kiedy w końcu ułożyłem się w łóżku, myśli o ukochanej zaczęły mnie przytłaczać. Do świadomości dobijały się wszystkie myśli, które wspólnie spędziliśmy. Po twarzy zaczęła mi spływać pojedyncza łza. Nagle usłyszałem dźwięk przychodzącego sms'a. Niemal rzuciłem się na telefon. Prawie zemdlałem kiedy zobaczyłem, że nadawcą wiadomości jest Eleanor. Drżącymi rękoma otworzyłem wiadomość i zacząłem czytać: ' Caxton Road, Beccles, wzywaj pomoc zanim będzie za późno. Kocham cię. Eleanor' W jednej chwili wiedziałem co robić. Przebrałem się w spodnie i koszulę, założyłem buty, narzuciłem kurtkę i wybiegłem z domu żeby ją odnaleźć.

*oczami Nialla*


- Niall, nie ma go. - powiedziała wtulona we mnie dziewczyna.
- Co? Kogo? Nie przyszedł pan od pizzy? Co ja teraz zjem? - mruknąłem zaspany z przerażeniem w głosie.
- Obudź się głupku. Louis wyszedł w nocy! - krzyknęła mi Katie wprost do ucha.
Przebudziłem się w mgnieniu oka. Wstałem z łóżka i pobiegłem do pokoju przyjaciela. Wyrzucałem wszystko z szafek, przetrząsałem książki, parę razy otwierałem i zamykałem laptopa. Nagle zauważyłem małą karteczkę na parapecie. Rzuciłem się w jej stronę, ale nie zauważyłem progu łóżka. Potknąłem się o nie i runąłem jak długi na podłogę.
- Auć! - syknąłem. Dotknąłem pulsującego czoła, z którego siąpiła się krew. - Cholera jasna!
Wziąłem kartkę i zacząłem czytać. 'Eleanor jest na Caxton Road w Beccles. Pojechałem jej szukać. Zawiadomiłem policję. Proszę, nie przyjeżdżajcie żeby nic się wam nie stało. Kocham was, czekajcie na dalsze wieści. Louis xx'  W głowie już układałem plan działania. Zbiegłem po schodach na parter, gdzie czekała na mnie Katie.
- Jedziemy do Beccles! - krzyknąłem. - Spójrz na to!
- Myślisz, że on by chciał, żebym tam była? Nie chcę, żeby coś stało się dziecku, nie chcę, żeby Lou się martwił.. Chociaż.. hmm, no nie wiem już sama. - mruknęła niezdecydowana dziewczyna.
- Katie! Ty się jeszcze wahasz?! Do samochodu, jazda!
Złapałem ją za rękę i zaciągnąłem do samochodu. Przebyliśmy trasę w pełnym napięcia milczeniu. Martwiłem się o stan zdrowia Katie, w końcu obiecałem lekarzowi, że zatroszczę się o jej zdrowie, ale w tej sytuacji nie mogłem postąpić inaczej. Miałem tylko nadzieję, że to nie będzie miało żadnych skutków ubocznych. Kiedy dotarliśmy do miasta byłem zupełnie zdenerwowany, a ręce trzęsły mi się bardziej niż przed pierwszym koncertem. Krążyliśmy między ulicami, objechaliśmy ich mnóstwo, ale tej jednej nie mogliśmy znaleźć. Nagle odezwał się telefon.
- Niall, jesteście w domu? Katie jeszcze śpi? - szeptał Louis.
- Stary.. Jesteśmy w Beccles. - odparłem zmieszany. - Nie denerwuj się, już dojeżdżamy. Zaraz będziemy na miejscu, porozmawiamy, odnajdziemy Eleanor, będzie dobrze.
- Co ty wygadujesz?! Jak mogłeś? Przecież prosiłem! Ale teraz to na nic.. Po prostu przyjeżdżajcie szybko, namierzyłem już budynek, w którym ją trzymają.
Odnaleźliśmy Louisa po niespełna pięciu minutach. Przywitaliśmy się szybko i zaczęliśmy wszystko planować.
- Myślę, że powinniśmy poczekać na policję. - stwierdziła Katie.
- Nie możemy czekać. Możliwe, że wszystko zależy teraz od tych kilku chwil. Nie wiem jak wy, ale ja tam wchodzę. - odparł Lou.
- Katie, zostań tu, ja idę. - stwierdził Niall.
- Nie, proszę. Poczekajmy chociaż chwilę. Błagam. - szeptała Katie bez skutku.
Nie mogłem sobie na to pozwolić. Ruszyliśmy po schodkach do drzwi tajemniczego pomieszczenia. Otworzyliśmy je i zaczęliśmy skradać się po cichu. Nagle zobaczyliśmy dwóch porywaczy. Rozmawiali zawzięcie, niezwykle pochłonięci jakimś tematem. Postanowiliśmy zakraść się od tyłu i obezwładnić ich, uderzając w głowę. Stąpaliśmy jak po cienkim lodzie. Wszystko szło świetnie, zbliżyliśmy się znacznie do mężczyzn. Wtem zaczął dzwonić telefon Louisa. Ułamki sekundy dzieliły nas od katastrofy. Usłyszałem huk wystrzelanego pistoletu, a potem była już tylko ciemność.

_______________________
I oto mamy długo wyczekiwany 5 rozdział. :) Przepraszam, że tak długo czekaliście. Proszę, jak przeczytacie, to zostawcie komentarz z opinią, dla was to chwila, a dla mnie to wiele znaczy. :*



2 komentarze:

  1. Wow, ja pierdolę! Jaki kryminał ;) Genialny ten rozdział. <3 Błagam, dodaj szybko ciąg dalszy, bo nie wytrzymam! ;)
    (i przy okazji zapraszam do siebie)

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże ale to jest cudowne <333 Czekam na kolejny rozdział ! Kocham cię ninjo :o :D

    OdpowiedzUsuń