wtorek, 1 maja 2012

Rozdział 4

*oczami Nialla*

Biegłem wzdłuż szpitalnego korytarza, nie mogąc odnaleźć sali, wskazanej mi przez pielęgniarkę. W głowie wirowało mi tysiące pytań dotyczących Katie. Tak bardzo się o nią martwiłem. Jeszcze nigdy nie byłem świadkiem wypadku, którego doświadczyła. Prawdopodobnie dlatego byłem taki przerażony. Błądziłem oczami, w poszukiwaniu kogoś kto by mnie pokierował. Nagle zobaczyłem lekarza, którego natychmiast zbombardowałem gradem pytań.
- Doktorze! Co z nią? Dlaczego zemdlała? Co z dzieckiem? - krzyczałem spanikowany.
- Panie Horan, proszę się uspokoić. Wszystko jest w porządku. Takie wypadki są często spotykane u kobiet w ciąży. To tylko zwykłe osłabienie. Radzę zadbać o stan zdrowia panny Brooks, nie pozwalać jej się przemęczać, a będzie dobrze. - uśmiechnął się do mnie spokojnie i odszedł.
- Proszę pana, ale gdzie ona...?
- Sala nr 125, po lewo. - odpowiedział radośnie lekarz.
Wszedłem do sali i tam ją zobaczyłem. Leżała na twardym, szpitalnym łóżku, całkowicie bezbronna i niewinna. Była pogrążona w płytkim śnie, słyszałem jej miarowy oddech. Niezwykle blada twarz kontrastowała nawet z pięknymi blond włosami, które teraz odbijały promienie słońca, wpadające przez duże okno. Usta miała lekko spierzchnięte, a na policzku rumienił się mały ślad od uderzenia w mój nadgarstek, kiedy zemdlała. Podszedłem cicho do stolika stojącego obok łóżka, chwyciłem kubek z wodą i drewnianą szpatułką owiniętą bandażem. Zanurzyłem ją w wodzie, a następnie zwilżyłem usta Katie. Powoli otworzyła oczy,
- Niall? - wyszeptała - Jak dobrze cię widzieć.
Uśmiechnęła się na mój widok. Katie, moja ukochana Katie, za którą tak bardzo tęskniłem.
- Skarbie, jak się czujesz? - pocałowałem ją w czoło - Czegoś ci potrzeba? Przynieść ci coś do jedzenia, picia?
- Po prostu mnie stąd zabierz. Nie mam zamiaru tutaj dłużej siedzieć. Nienawidzę szpitali, mam z nimi złe skojarzenia. Błagam, zrób to dla mnie. Porozmawiaj z lekarzem, nie chcę tu być. - gwałtownie przytuliła się do mnie i zaczęła szlochać.
- Spokojnie, już cii... Będzie dobrze. - zacząłem głaskać jej włosy - Załatwię to, obiecuję.
- Naprawdę? - Katie gwałtownie się wyprostowała - Dziękuję ci, dziękuję!
Łzy lśniły w jej oczach i odbijały promienie, pięknie je rozświetlając. Patrzyłem na jej piękną twarz, która odprowadzała mnie wzrokiem do drzwi. Pomachała mi radośnie i położyła się z powrotem. Przychyliłbym jej nieba, zrobiłbym wszystko, byleby była szczęśliwa. Skierowałem się w stronę gabinetu doktora, by spełnić życzenie mojej ukochanej.

kilka dni później...


*oczami Katie*

Siedziałam z Niallerem na kanapie. Trzymał ręce na moim brzuchu, który delikatnie się zaokrąglił. Teoretycznie miał prawo, w końcu to 3 miesiąc. Uśmiechaliśmy się do siebie trwając w zgodnym milczeniu. Było mi tak dobrze. Zawsze marzyłam o takim chłopaku, jakim był Niall. Czuły, troskliwy, kochający, był przy mnie w każdej chwili.
- Skoro w końcu mamy chwilę dla siebie i nie zanosi się na to, żebym znowu zemdlała, to może porozmawiamy na temat Harry'ego i jego bycia ojcem chrzestnym? - uśmiechnęłam się.
- Katie.. Jesteś pewna, że to dobry pomysł? Owszem, Harry jest troskliwy i umie zająć się dziećmi, ale nie jestem przekonany co do jego odpowiedzialności.. - odpowiedział Niall.
- Kochanie, bez urazy, ale gadasz jak osiemdziesięcioletni staruch - wybuchnęłam śmiechem - Jestem przekonana, pewna w stu procentach, że to dobra decyzja.
- Skoro tak uważasz.. No dobra. - pocałował mnie w policzek. - Mam go teraz zawołać, powiemy mu to w tej chwili?
- Jasne! To świetny pomysł. - przytuliłam się do niego - Kocham cię, wiesz?
- Oj wiem, wiem.. - roześmiał się łobuzersko - Harry! Chodź tu Elvisie!
Z pokoju na górze dobiegł nas dziwny hałas. Brzmiał jakby poprzewracały się wszystkie szafki, potłukły wazony, a sam chłopak też doznał jakichś urazów.
- Masz swojego ojca chrzestnego, bardzo odpowiedzialnego. - stwierdził zażenowany Niall.
- Nie przesadzaj. - uśmiechnęłam się w jego stronę.
Nagle po schodach zbiegł nieco poturbowany Harry, z siniakiem na ręce i podskakujący na lewej nodze.
- Nic mi nie jest! Nie obawiajcie się! To tylko mały wypadek. Hazza to zaraz sprzątnie! - wykrzyknął rozbawionym tonem.
- Harry, usiądź na kanapie. Musimy pogadać. - odparł poważnie Niall.
- Ymm... Coś się stało? Jesteś jakiś taki spięty.
- Stary, mamy do ciebie prośbę, chodzi o to, że.. - Irlandczyk zaczął się denerwować.
- Chcemy, żebyś został ojcem chrzestnym naszego dziecka. - dokończyłam.
Przez chwilę Harry tylko mrugał ze zdziwienia i wpatrywał się w nas z niedowierzaniem. Siedzieliśmy tak dobre parę minut. W pewnej chwili chłopak zerwał się z kanapy i zaczął biegać po całym domu.
- Będę ojcem chrzestnym! Hurra! Mówię wam, nie pożałujecie! Będę najlepszym ojcem chrzestnym na całej planecie! Rany, kocham was! No nie mogę uwierzyć! - krzyczał jak szalony.
- Skarbie, chodź, pójdziemy na spacer. Jeszcze chwila, a rozwali cały dom. Nie chcę być tego świadkiem. - szepnął mi do ucha Niall.
Szybko ubraliśmy się i wymknęliśmy z domu. Skierowaliśmy się w stronę uroczego parku. Spacerowaliśmy chwilę dookoła stawu, po czym usiedliśmy w odludnym miejscu, żeby nie natknąć się na natrętne fanki.
- Ellie... Tak, Ellie to zdecydowanie dobry pomysł. - powiedziałam nagle z przekonaniem.
- O czym tu mówisz? - odparł zdziwiony Niall.
- O imieniu dla dziecka głupku. - roześmiałam się.
- A co jeśli to będzie chłopczyk?
- Hmm... Może Andy?
- Nie ma mowy! - krzyknął z udawanym oburzeniem - Jeśli to będzie chłopiec, to będzie się nazywał David.
- Jasne, jasne. Jeszcze zobaczymy. - stwierdziłam zadowolona.
Niall złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. Śmialiśmy się radośnie, turlaliśmy po trawie. Nagle z nieba zaczęły kapać małe krople deszczu. Biegliśmy jak oszaleli do domu, aby tylko nie zmoknąć, ale po powrocie i tak byliśmy doszczętnie przemoczeni. Kiedy w końcu udało nam się wysuszyć, był już wieczór.
Usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy telewizor. Za oknem szalała burza, panował mroczny nastrój. W połowie nudnego filmu, który oglądaliśmy dołączyła do nas reszta zespołu, nie było jedynie Louisa. Zayn zaczął rzucać się z Harrym popcornem, a Niall rozpaczał, że marnują jedzenie. Liam właśnie opowiadał mi kawał, kiedy zgasło światło. Wszyscy zamilknęliśmy przestraszeni.
- Pewnie wysadziło korki. - wyszeptał Harry - Pójdę sprawdzić.
Wstał, lecz nie zdążył postawić ani kroku, bo nagle drzwi otworzyły się hukiem. W niedalekiej okolicy uderzył piorun, który oświetlił twarz mrocznej, zmoczonej deszczem osoby. Postać wbiegła na środek pokoju i zaczęła cicho płakać.
- Porwali Eleanor. - szepnął Louis.
_______________________________

i mamy 4 rozdział :> Proszę, piszcie komentarze, co sądzicie <3
Kasia

4 komentarze:

  1. świetne <3 ,nie trzymaj tak w niepewności :D, czekam na kolejne rozdziały ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. hahahhahahahha ale że zemdlała i od razu do szpitala?! Boże, ten dramat, Jezu, pizgam :D no i ten entuzjazm Harrego, czemu ja nie mogę mieć takiego ojca chrzestnego? albo ojca? albo chłopaka? nevermind mwahahhaha XD I JAK TO PORWALI ELEANOR? Jezu, dziewczyno, ty jakieś opowiadanie grozy tutaj tworzysz, twórz, twórz dalej :D
    (mazeofdreams.blog.onet.pl)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. od razu do szpitala, bo Niall wpadł w panike to ją zawiózł xd groza grozą, ale dobrze, że UFO nie ma xd

      Usuń
  3. "Masz swojego ojca chrzestnego, bardzo odpowiedzialnego" Rozwaliło mnie to! :D Ostatnia scena z tym zgaszonym światłem, otwarte drzwi i piorun niczym z horroru. Świetnie, tyle powiem! Tylko dodaj szybko nowy rozdział, bo chcę wiedzieć co dalej...
    Zostaję obserwatorką i zapraszam do siebie:
    http://thereason-forthatsmile.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń