- Już niedługo w tym odbiciu zobaczymy także nasze dziecko - mruknął mi do ucha Niall.
- Cieszysz się? - zapytałam z nutką niepewności w głosie.
- Oczywiście. Głuptasie, nigdy nie przestanę kochać ciebie i naszego dziecka, rozumiesz?
Uśmiechnęłam się lekko. Niepotrzebnie chowałam w sobie tyle złych przeczuć. Postanowiłam je odrzucić i niepotrzebnie się nie zamartwiać. Rozejrzałam się po pokoju. Zayn przygładzał swoje włosy kolejną porcją żelu. Louis przechadzał się w tą i z powrotem rozmawiając przez telefon z Eleanor. Liam całował się w kącie z Danielle, która otrzymała propozycję pracy w grupie tanecznej, występującej na koncertach chłopaków. Harry tulił na rękach małą Lux, córkę stylistki zespołu. Zatrzymałam na nim wzrok. Tak słodko razem wyglądali. Od razu przyszedł mi do głowy pewien pomysł.
- Niall, spójrz. - wskazałam na Harry'ego. - Jest taki troskliwy, delikatny. Chciałabym, żeby był ojcem chrzestnym naszego dziecka. Co o tym myślisz?
- Chłopaki, pora wychodzić na scenę. - krzyknął Paul, menadżer zespołu.
- Później o tym pogadamy skarbie. - odpowiedział mi Niall i pobiegł za chłopakami.
Byłam z niego taka dumna. Widziałam jak się starał, każdy jego ruch był perfekcyjnie zaplanowany, przemyślany. Podziwiałam go za spokój, radosne podejście w kwestii ciąży. Zupełnie go to nie przerażało. Ostatecznie sprawiał, że czułam się o wiele pewniej w całej tej sytuacji. Całkiem odprężona skierowałam się na widownię, do strefy VIP, skąd świetnie widziałam całe widowisko. Niall był na tyle kochany, że załatwił mi tą miejscówkę. Po jakichś dwudziestu minutach koncert się rozpoczął. One Direction dało czadu. Dziewczyny rzucały w chłopaków przeróżnymi przedmiotami, zaczynając od kartek z numerami i pluszaków, kończąc na damskiej bieliźnie. Przed ostatnim numerem zespół zrobił małą przerwę. Nagle na scenę wyszedł Niall, zupełnie sam. Wziął do ręki mikrofon. Co on do diabła wyrabia, pomyślałam.
- Cześć wszystkim! - zaczął mój chłopak - Jest coś co bardzo chcę wam powiedzieć. Najpierw chciałbym jednak zaprosić na scenę wyjątkową osobę, która jest związana z tą informacją. Katie, przyjdziesz tu do mnie?
Najpierw stałam skamieniała. Zupełnie nie wiedziałam co mam robić. Pewnie nie ruszyłabym się tak przez kolejne godziny gdyby nie Paul, który popchnął mnie do przodu. Zaczęłam iść chwiejnym krokiem w stronę sceny. Co on sobie myśli?! Czy on zupełnie zgłupiał?! Jeśli tak duże grono osób dowie się o mojej ciąży, znienawidzą mnie. Mało tego, moje życie towarzyskie zakończy się bezpowrotnie. Mimo tego dotarłam jakimś cudem do Nialla. Uśmiechnął się do mnie i objął czule ramieniem.
- Kochani, jak już pewnie wiecie, Katie i ja jesteśmy razem. - pocałował mnie delikatnie w policzek - Nie przedłużając. Chciałem podzielić się z wami tą piękną wiadomością. Spodziewamy się dziecka.
Od strony widowni dało się słyszeć mnóstwo pomruków i okrzyków. Jednak nie były to okrzyki złości. Wręcz przeciwnie, wszyscy cieszyli się, uśmiechali. Na moją twarz mimowolnie wpłynął uśmiech. Kamień spadł mi z serca. Nikt nie odbierał tego źle, cieszyli się naszym szczęściem. Nagle po moim policzku spłynęła łza.
- Skarbie nie płacz. Tak bardzo cię kocham. - powiedział Niall.
- To nie łzy smutku, Niall. To łzy radości. - uśmiechnęłam się. - Ja też cię kocham. Tak mocno, jak nikt inny.
Staliśmy wtuleni w siebie na środku sceny. Wszyscy patrzyli na tę romantyczną scenę. Nagle przybiegli chłopaki.
- Koniec tych romansów gołąbeczki. - krzyknął wesoło Harry.
<włącz>
- Specjalnie na zakończenie! What Makes You Beautiful! Dedykowane tobie, Katie! - oznajmił Niall całej publiczności.
Zaśmiałam się radośnie. Pierwszy raz od nie wiem jak dawna czułam się bardzo, bardzo szczęśliwa. W reszcie wszystko się układa, pomyślałam. Stanęłam obok chłopaków i zaczęłam tańczyć. Podbiegła do mnie Danielle i reszta tancerzy. Wszyscy klaskali i machali do mnie. To wszystko tak bardzo podnosiło na duchu. Patrzyłam rozmarzona wgłąb publiki. Dostrzegłam ogrom uśmiechniętych twarzy ze wzrokiem skierowanym właśnie na moją osobę. Ktoś rzucił pluszaka, więc odruchowo go złapałam. Byłam pewna, że jest dla chłopaków, dlatego zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam, co było napisane na karteczce. Ze łzami w oczach przeczytałam : "Jesteś cudowna Katie. Kochamy cię xx". Natychmiast pomachałam do fanek i ułożyłam z dłoni serduszko. Niall podszedł do mnie i objął w talii. Pokazałam mu maskotkę, a ten posłał mi rozbrajający uśmiech. Uklęknął na kolanie i zaczął śpiewać tak, jakbym istniała tylko ja. Kiedy skończył swoją partię, rzuciłam mu się na szyję.
- Kocham cię, na zawsze, na wieczność kochanie. - szepnęłam mu do ucha.
- Ja ciebie również. - musnął mój policzek swoimi delikatnymi wargami.
W szóstkę stanęliśmy w małym półkolu. Chłopaki śpiewali, uśmiechali się, podawali ręce fankom stojącym najbliżej. Kiedy przyszedł czas na solówkę Hazzy, dziewczyny niemal oszalały. Koło mojej twarzy przelatywały misie, kwiatki, a nawet staniki. Rozbawiona klaskałam w rytm muzyki. Byłoby cudownie, gdybym kiedyś mogła zaśpiewać z nimi, stwierdziłam. Gdy piosenka się skończyła, wszyscy jeszcze raz pomachaliśmy widowni, a następnie zeszliśmy ze sceny.
- To było świetne! - krzyknęłam, kiedy tylko dotarliśmy ponownie do garderoby - Gdzie wyście byli przez całe moje życie?
Trzęśliśmy się ze śmiechu. Byliśmy w tak dobrym nastroju, że nic nie było w stanie tego zepsuć.
- Co powiecie na pizzę? - zaproponował Niall.
- Oczywiście. - powiedział Louis - Pod warunkiem, że zamówimy ją do domu, i weźmiemy dwie, żeby Niall w spokoju się najadł. - oznajmił reszcie zespołu.
Wpadłam w niepohamowany śmiech. Mój cudowny chłopak wziął mnie na ręce i zaczął biegać jak oszalały po pokoju. Wygłupialiśmy się jak dzieci w przedszkolu.
- Nie za wesoło wam? - zaśmiał się Zayn.
- Niall będzie ojcem, więc teraz musi się wyszaleć, by potem świecić przykładem. - wyszczerzył się Lou.
- A żebyś wiedział Louis. Ty na pewno nie będziesz przykładem. - rzucił Niall. - Chyba, że Eleanor cię jakimś cudem zmieni, w co wątpię panie Paski i Marchewki Są Moją Własnością.
- Dobra, już dobra. Koniec tego! Idziemy do hotelu, bo ja i Danielle umieramy z głodu. - wtrącił się Liam.
Kiedy w końcu dotarliśmy do naszego apartamentu, zamówiliśmy pizzę (co nie obyło się bez długich sporów dotyczących wyboru między hawajską, a pepperoni) wszyscy byli już bardzo zmęczeni. Liam siedział w osobnym pokoju z Danielle.Harry się kąpał, Zayn stał przed lustrem i dogłębnie się sobie przyglądał, a Louis wbił się w fotel i wysyłał sms'y do Eleanor. Niall ulokował się na kanapie, a ja położyłam się wygodnie, kładąc głowę na jego kolanach. Rozległ się dzwonek do drzwi.
- Proszę! - krzyknął Louis.
Do pokoju wszedł starszy mężczyzna z dwoma pudłami pizzy w ręce.
- Przyniosłem pizzę. Należy się 25 dolarów. - powiedział.
W tej chwili, z łazienki wyszedł Harry. Jego włosy, jeszcze mokre, lekko zaczynały się zakręcać.
- O jasna anielko! To Elvis Presley! Ale.. On nie żyje! Chłopcy, powiedzcie mi, co tu się dzieje? - krzyknął dostawca.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Zayn wręczył mu do ręki banknot i wyprowadził z pokoju.
- Elvis, jak to się stało, że tutaj przyszedłeś? - powiedział dramatycznym, a zarazem roześmianym tonem Louis.
- Dajcie już spokój. Zaraz umrę z głodu. - roześmiał się Hazza.
Rzuciliśmy się na pizzę. Kiedy Niall skończył już swoją pizzę, nam zostało jeszcze pół.
- Niall, ty łakomczuchu! Czy ty nigdy nie przestaniesz jeść? - zapytałam z rozbawieniem.
- No cóż, będziesz musiała do tego przywyknąć. - odpowiedział łobuzerskim tonem. - Mieliśmy porozmawiać, pamiętasz? O twojej propozycji sprzed koncertu, tak?
- Jasne, to może się przejdziemy? - spytałam.
Wyszliśmy z apartamentu i skierowaliśmy się w stronę windy. Weszliśmy do środka i w spokoju czekaliśmy, aż zjedziemy z trzydziestego piętra na parter. Nagle zaczęło mi się kręcić w głowie, obraz zaczął się zamazywać.
- Niall.. Nie czuję się dobrze. - wyszeptałam.
- Katie, co ci jest? - zapytał zaniepokojony.
Nie zdążyłam odpowiedzieć. Zemdlałam.
_____________________________
I jak? Może być? Proszę, jeśli przeczytaliście, zostawcie po sobie komentarz. :*
Wkrótce rozdział 4
Panie Paski i Marchewki Należą Do Mnie, hahahahahhahaha masakra ;D fajnie fajnie. no i ten, rozbroił mnie fragment ten tam no "Liam całuje się w kącie z Danielle" hahahah a no i Baby Lux! to dziecko ma tyle szczęścia *______________*
OdpowiedzUsuń(mazeofdreams.blog.onet.pl)