sobota, 28 kwietnia 2012

Rozdział 3

Tłum rozkrzyczanych fanek zbierał się przed sceną. W garderobie panowało radosne podekscytowanie. Razem z Niallem staliśmy naprzeciwko lustra i przyglądaliśmy się swojemu odbiciu.
- Już niedługo w tym odbiciu zobaczymy także nasze dziecko - mruknął mi do ucha Niall.
- Cieszysz się? - zapytałam z nutką niepewności w głosie.
- Oczywiście. Głuptasie, nigdy nie przestanę kochać ciebie i naszego dziecka, rozumiesz?
Uśmiechnęłam się lekko. Niepotrzebnie chowałam w sobie tyle złych przeczuć. Postanowiłam je odrzucić i niepotrzebnie się nie zamartwiać. Rozejrzałam się po pokoju. Zayn przygładzał swoje włosy kolejną porcją żelu. Louis przechadzał się w tą i z powrotem rozmawiając przez telefon z Eleanor. Liam całował się w kącie z Danielle, która otrzymała propozycję pracy w grupie tanecznej, występującej na koncertach chłopaków. Harry tulił na rękach małą Lux, córkę stylistki zespołu. Zatrzymałam na nim wzrok. Tak słodko razem wyglądali. Od razu przyszedł mi do głowy pewien pomysł.
- Niall, spójrz. - wskazałam na Harry'ego. - Jest taki troskliwy, delikatny. Chciałabym, żeby był ojcem chrzestnym naszego dziecka. Co o tym myślisz?
- Chłopaki, pora wychodzić na scenę. - krzyknął Paul, menadżer zespołu.
- Później o tym pogadamy skarbie. - odpowiedział mi Niall i pobiegł za chłopakami.
Byłam z niego taka dumna. Widziałam jak się starał, każdy jego ruch był perfekcyjnie zaplanowany, przemyślany. Podziwiałam go za spokój, radosne podejście w kwestii ciąży. Zupełnie go to nie przerażało. Ostatecznie sprawiał, że czułam się o wiele pewniej w całej tej sytuacji. Całkiem odprężona skierowałam się na widownię, do strefy VIP, skąd świetnie widziałam całe widowisko. Niall był na tyle kochany, że załatwił mi tą miejscówkę. Po jakichś dwudziestu minutach koncert się rozpoczął. One Direction dało czadu. Dziewczyny rzucały w chłopaków przeróżnymi przedmiotami, zaczynając od kartek z numerami i pluszaków, kończąc na damskiej bieliźnie. Przed ostatnim numerem zespół zrobił małą przerwę. Nagle na scenę wyszedł Niall, zupełnie sam. Wziął do ręki mikrofon. Co on do diabła wyrabia, pomyślałam.
- Cześć wszystkim! - zaczął mój chłopak - Jest coś co bardzo chcę wam powiedzieć. Najpierw chciałbym jednak zaprosić na scenę wyjątkową osobę, która jest związana z tą informacją. Katie, przyjdziesz tu do mnie?
Najpierw stałam skamieniała. Zupełnie nie wiedziałam co mam robić. Pewnie nie ruszyłabym się tak przez kolejne godziny gdyby nie Paul, który popchnął mnie do przodu. Zaczęłam iść chwiejnym krokiem w stronę sceny. Co on sobie myśli?! Czy on zupełnie zgłupiał?! Jeśli tak duże grono osób dowie się o mojej ciąży, znienawidzą mnie. Mało tego, moje życie towarzyskie zakończy się bezpowrotnie. Mimo tego dotarłam jakimś cudem do Nialla. Uśmiechnął się do mnie i objął czule ramieniem.
- Kochani, jak już pewnie wiecie, Katie i ja jesteśmy razem. - pocałował mnie delikatnie w policzek - Nie przedłużając. Chciałem podzielić się z wami tą piękną wiadomością. Spodziewamy się dziecka.
Od strony widowni dało się słyszeć mnóstwo pomruków i okrzyków. Jednak nie były to okrzyki złości. Wręcz przeciwnie, wszyscy cieszyli się, uśmiechali. Na moją twarz mimowolnie wpłynął uśmiech. Kamień spadł mi z serca. Nikt nie odbierał tego źle, cieszyli się naszym szczęściem. Nagle po moim policzku spłynęła łza.
- Skarbie nie płacz. Tak bardzo cię kocham. - powiedział Niall.
- To nie łzy smutku, Niall. To łzy radości. - uśmiechnęłam się. - Ja też cię kocham. Tak mocno, jak nikt inny.
Staliśmy wtuleni w siebie na środku sceny. Wszyscy patrzyli na tę romantyczną scenę. Nagle przybiegli chłopaki.
- Koniec tych romansów gołąbeczki. - krzyknął wesoło Harry.
<włącz>
- Specjalnie na zakończenie! What Makes You Beautiful! Dedykowane tobie, Katie! - oznajmił Niall całej publiczności.
Zaśmiałam się radośnie. Pierwszy raz od nie wiem jak dawna czułam się bardzo, bardzo szczęśliwa. W reszcie wszystko się układa, pomyślałam. Stanęłam obok chłopaków i zaczęłam tańczyć. Podbiegła do mnie Danielle i reszta tancerzy. Wszyscy klaskali i machali do mnie. To wszystko tak bardzo podnosiło na duchu. Patrzyłam rozmarzona wgłąb publiki. Dostrzegłam ogrom uśmiechniętych twarzy ze wzrokiem skierowanym właśnie na moją osobę. Ktoś rzucił pluszaka, więc odruchowo go złapałam. Byłam pewna, że jest dla chłopaków, dlatego zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam, co było napisane na karteczce. Ze łzami w oczach przeczytałam : "Jesteś cudowna Katie. Kochamy cię xx". Natychmiast pomachałam do fanek i ułożyłam z dłoni serduszko. Niall podszedł do mnie i objął w talii. Pokazałam mu maskotkę, a ten posłał mi rozbrajający uśmiech. Uklęknął na kolanie i zaczął śpiewać tak, jakbym istniała tylko ja. Kiedy skończył swoją partię, rzuciłam mu się na szyję.
- Kocham cię, na zawsze, na wieczność kochanie. - szepnęłam mu do ucha.
- Ja ciebie również. - musnął mój policzek swoimi delikatnymi wargami.
W szóstkę stanęliśmy w małym półkolu. Chłopaki śpiewali, uśmiechali się, podawali ręce fankom stojącym najbliżej. Kiedy przyszedł czas na solówkę Hazzy, dziewczyny niemal oszalały. Koło mojej twarzy przelatywały misie, kwiatki, a nawet staniki. Rozbawiona klaskałam w rytm muzyki. Byłoby cudownie, gdybym kiedyś mogła zaśpiewać z nimi, stwierdziłam. Gdy piosenka się skończyła, wszyscy jeszcze raz pomachaliśmy widowni, a następnie zeszliśmy ze sceny.
- To było świetne! - krzyknęłam, kiedy tylko dotarliśmy ponownie do garderoby - Gdzie wyście byli przez całe moje życie?
Trzęśliśmy się ze śmiechu. Byliśmy w tak dobrym nastroju, że nic nie było w stanie tego zepsuć.
- Co powiecie na pizzę? - zaproponował Niall.
- Oczywiście. - powiedział Louis - Pod warunkiem, że zamówimy ją do domu, i weźmiemy dwie, żeby Niall w spokoju się najadł. - oznajmił reszcie zespołu.
Wpadłam w niepohamowany śmiech. Mój cudowny chłopak wziął mnie na ręce i zaczął biegać jak oszalały po pokoju. Wygłupialiśmy się jak dzieci w przedszkolu.
- Nie za wesoło wam? - zaśmiał się Zayn.
- Niall będzie ojcem, więc teraz musi się wyszaleć, by potem świecić przykładem. - wyszczerzył się Lou.
- A żebyś wiedział Louis. Ty na pewno nie będziesz przykładem. - rzucił Niall. - Chyba, że Eleanor cię jakimś cudem zmieni, w co wątpię panie Paski i Marchewki Są Moją Własnością.
- Dobra, już dobra. Koniec tego! Idziemy do hotelu, bo ja i Danielle umieramy z głodu. - wtrącił się Liam.
Kiedy w końcu dotarliśmy do naszego apartamentu, zamówiliśmy pizzę (co nie obyło się bez długich sporów dotyczących wyboru między hawajską, a pepperoni) wszyscy byli już bardzo zmęczeni. Liam siedział w osobnym pokoju z Danielle.Harry się kąpał, Zayn stał przed lustrem i dogłębnie się sobie przyglądał, a Louis wbił się w fotel i wysyłał sms'y do Eleanor. Niall ulokował się na kanapie, a ja położyłam się wygodnie, kładąc głowę na jego kolanach. Rozległ się dzwonek do drzwi.
- Proszę! - krzyknął Louis.
Do pokoju wszedł starszy mężczyzna z dwoma pudłami pizzy w ręce.
- Przyniosłem pizzę. Należy się 25 dolarów. - powiedział.
W tej chwili, z łazienki wyszedł Harry. Jego włosy, jeszcze mokre, lekko zaczynały się zakręcać.
- O jasna anielko! To Elvis Presley! Ale.. On nie żyje! Chłopcy, powiedzcie mi, co tu się dzieje? - krzyknął dostawca.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Zayn wręczył mu do ręki banknot i wyprowadził z pokoju.
- Elvis, jak to się stało, że tutaj przyszedłeś? - powiedział dramatycznym, a zarazem roześmianym tonem Louis.
- Dajcie już spokój. Zaraz umrę z głodu. - roześmiał się Hazza.
Rzuciliśmy się na pizzę. Kiedy Niall skończył już swoją pizzę, nam zostało jeszcze pół.
- Niall, ty łakomczuchu! Czy ty nigdy nie przestaniesz jeść? - zapytałam z rozbawieniem.
- No cóż, będziesz musiała do tego przywyknąć. - odpowiedział łobuzerskim tonem. - Mieliśmy porozmawiać, pamiętasz? O twojej propozycji sprzed koncertu, tak?
- Jasne, to może się przejdziemy? - spytałam.
Wyszliśmy z apartamentu i skierowaliśmy się w stronę windy. Weszliśmy do środka i w spokoju czekaliśmy, aż zjedziemy z trzydziestego piętra na parter. Nagle zaczęło mi się kręcić w głowie, obraz zaczął się zamazywać.
- Niall.. Nie czuję się dobrze. - wyszeptałam.
- Katie, co ci jest? - zapytał zaniepokojony.
Nie zdążyłam odpowiedzieć. Zemdlałam.

_____________________________
I jak? Może być? Proszę, jeśli przeczytaliście, zostawcie po sobie komentarz. :*
Wkrótce rozdział 4

piątek, 20 kwietnia 2012

Rozdział 2

Siedział cicho, patrząc przed siebie pustym wzrokiem. Nie miałam pojęcia, jak mam się zachować. Wyrzucałam sobie, że byłam głupia i nieodpowiedzialna. Nagle Niall chwycił mnie mocno za rękę. Zobaczyłam, że po jego policzku, powoli spływa łza. Automatycznie wyciągnęłam dłoń by ją otrzeć, nie lubiłam patrzeć jak cierpiał.
- Niall, ja przepraszam.. Nie chciałam.. - wyszeptałam błagalnym tonem.
- Katie.. Jak mogłaś? - niemal wykrzyknął.
- Ale.. Ja naprawdę, nie chciałam ci zniszczyć kariery..
- Jak mogłaś pomyśleć, że odrzucę ciebie i dziecko? Kocham cię niezależnie od tego, czy twoja ciąża zepsuje mi opinię czy nie. Będę najszczęśliwszym ojcem na świecie. Będę..jeśli mi ciebie nie zabraknie. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie! Dlaczego chciałaś mi to zrobić? Odebrać mi siebie? Sam umarłbym z tęsknoty, bo moje życie nie ma sensu, kiedy ciebie nie ma.
Wypowiadał słowa, targany sprzecznymi uczuciami. Widziałam, jak go to wewnętrznie rozdziera. Zrozumiałam, jak ogromny błąd popełniłam, chcąc odebrać sobie życie. Wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać.
- Niall, obiecuję! Choćby nie wiem co, nigdy od ciebie nie odejdę. Kocham cię, tak nie kochał cię nikt. Nie rozumiem, jak mogłam tak głupio postąpić. Błagam.. Tylko mi wybacz.. Proszę.. - szlochałam załamana.
Chłopak spojrzał mi głęboko w oczy. Potem delikatnie podsunął mnie do siebie i złożył na moich ustach cudowny pocałunek.
- Kocham cię - wyszeptał, patrząc głęboko w moje oczy - już nigdy więcej nie rób niczego takiego, proszę.
- Obiecuję. Na pewno..
Leżeliśmy wtuleni w siebie, trwając w zgodnym milczeniu. Czułam się taka bezpieczna w jego ramionach. Dopóki jestem razem z nim, jestem w stanie pokonać wszystko, byłam tego w stu procentach pewna. Rozmyślałam tak jeszcze przez krótki czas, potem zasnęłam.

***
Obudził mnie dźwięk strojonej właśnie gitary. Otworzyłam oczy i zobaczyłam ręce Nialla, troskliwie obejmujące mnie w talii. Nie wiem, jakim cudem udało mi się poznać tak wspaniałego chłopaka, ale na pewno go nigdy nie oddam, pomyślałam. Pogładziłam jego miękki policzek, a on powoli otworzył oczy. Uśmiechnął się w sposób, który zawsze przyprawiał mnie o zawrót głowy.
- Jak się spało? - spytał łobuzerskim tonem.
- Cudownie. - odparłam rozmarzona - Jak zawsze, kiedy leżę w twoich ramionach.
Przyciągnął mnie do siebie i czule pocałował. Przytulaliśmy się do siebie przez długi czas. Nagle do pokoju wpadł Harry.
- Cześć gołąbeczki. Nie chcę wam przeszkadzać, ale nie wydaje wam się, że leżenie w łóżku do 13.00 jest lekką przesadą? - zapytał roześmiany.
- O matko! Zaczęliśmy już próbę? - krzyknął zaspany jeszcze Niall.
- Uspokój się wariacie. Dopiero stroimy sprzęt. Ogarnijcie się z lekka, zaczynamy dopiero za godzinę. - odpowiedział Harry i wyszedł z pokoju.
Wstałam z kanapy i skierowałam się w stronę szafy. Chwilę decydowałam, w co się ubrać, a kiedy w końcu wybrałam żółte szorty i zielony T-shirt poszłam się wykąpać. Zanim weszłam pod prysznic, przyglądałam się swoim ranom. Nieznacznie się zmniejszyły, jednak wciąż wymagały stosowania bandaży. Kiedy dokładnie obejrzałam każdy milimetr czerwonych śladów, odkręciłam niemal gorącą wodę i oddałam się rozmyślaniom. Rozcięta skóra szczypała w kontakcie z wodą, ale nie zwracałam na to uwagi. Miałam nadzieję, że te wydarzenia już niedługo pozostaną tylko wspomnieniem. Spojrzałam na swój brzuch. Był delikatnie zaokrąglony, ledwo widocznie.
- Maluszku, czekamy na ciebie.. - uśmiechnęłam się.
Stałam tak jeszcze chwilę pod ciepłym strumieniem kojącej wody. Po wyjściu z łazienki zastałam wielki bałagan w salonie.
- Chłopaki! Co się tu dzieje? - spytałam.
W tej samej chwili z sąsiedniego pokoju wybiegł Louis, trzymający w ręce butelkę żelu do włosów. Zaraz po nim przybiegł Zayn, który zdenerwowany wykrzykiwał wszystko, co mu ślina na język przyniesie.
- Oddaj mi to głupku, bo pożałujesz! Mam w połowie niedokończoną fryzurę! Wyglądam jak kretyn! - rzucał słowami wzburzony Zayn.
Zaczęłam się głupio śmiać, tak że wszyscy przystanęli i wlepili we mnie wzrok.
- No co? To takie zabawne. - wypowiedziałam pomiędzy kolejnymi napadami śmiechu.
- Tak, ona zdecydowanie ma rację. - stwierdził Louis i też zaczął się śmiać.
Cały apartament trząsł się ze śmiechu, a to wszystko dzięki mnie. Brawo Katie, w końcu zaczynasz naprawiać sytuację. Poczułam, że ktoś obejmuje mnie od tyłu i romantycznie całuje po szyi.
- Cześć kotku, pójdziemy na spacer? Chciałbym z tobą porozmawiać. - wyszeptał mi do ucha Niall.
- Oczywiście, co tylko zechcesz. - odpowiedziałam z uśmiechem.
Ubrałam moje ukochane, czerwone conversy, narzuciłam cienką kurtkę, aby rany na ręce nie były widoczne i wyszliśmy. Zaprowadził mnie nad piękny staw, jeszcze nigdy tu nie byłam. Spacerowaliśmy, trzymając się za ręce. Mijaliśmy wiele par, które prowadziły wózek z dzieckiem. W głębi duszy cieszyłam się, że wkrótce będę mamą. Odkąd pamiętam, uwielbiałam opiekować się dziećmi, bawić się z nimi. Nie byłam pewna, czy Niall czuje to samo, ale wiedziałam, że mnie bardzo kocha, co znaczyło, że kocha też i nasze dziecko.
- Niall, mówiłeś, że chciałeś ze mną o czymś porozmawiać? - spytałam.
- Ach, tak. Posłuchaj, moja mama już od dawna powtarza, że bardzo chciałaby cię poznać. Dziś dajemy ostatni koncert podczas tej trasy, a jutro wracamy do domu. Miałabyś coś przeciwko jeśli w weekend pojechalibyśmy do niej na obiad? - wyjaśnił chłopak.
- Oczywiście, fajnie będzie w końcu poznać twoją mamę. - odparłam - Będziemy tylko my, czy chłopaki też?
- Chłopaków też mama zaprosiła. Nawet nie wiesz jak się cieszę. Bałem się, że możesz się nie zgodzić. Katie, a może masz ochotę na lody? - uśmiechnął się niewinnie.
- Do tej pory myślałam, że nie jestem głodna, ale kiedy wspomniałeś o jedzeniu, zmieniłam zdanie. Chodźmy. - zaśmiałam się i ruszyliśmy do budki z lodami.
Kiedy weszliśmy do hotelowego pokoju, rozległy się krzyki i pomrukiwania.
- Niall! Gdzieś ty się podziewał! Jesteś taki nieodpowiedzialny! Co się z tobą dzieje? - krzyczał Harry - Dwie godziny temu rozpoczęliśmy próbę, a ty sobie w najlepsze wychodzisz na spacerki! Dajemy dzisiaj koncert, zapomniałeś?!
- Czy ty im o niczym nie powiedziałeś? - zapytałam mojego chłopaka - Oni nie wiedzą dlaczego jesteś taki rozkojarzony? Poza tym, mówiłam, że nie chcę rujnować ci kariery..
- Nic się nie stało Katie. To tylko i wyłącznie moja wina. Chłopaki, przepraszam. To był ostatni raz, kiedy taka sytuacja miała miejsce. Jest coś co musimy wam powiedzieć..
- Stary, wiesz, że nie krzyczałem po to, żeby było ci przykro. - rzekł Harry, który czuł się winny - a teraz mówcie, o co chodzi?
- Dobra, sama nie wiem jakby to powiedzieć.. - zaczęłam niepewnie - No cóż.. Jestem w ciąży.
Nastała pełna napięcia cisza. Nagle chłopaki zaczęli mnie przytulać, przybijać Niallowi piątki, cieszyć się jak mali chłopcy. W końcu poczułam się pewnie. Jakoś to wszystko się ułoży. Jestem pewna. Pogładziłam brzuch i dołączyłam do chłopaków, którzy właśnie zabierali się do szykowania się przed koncertem.

__________________
i jak? podobało się? :)
już wkrótce dalsza część.

sobota, 14 kwietnia 2012

Rozdział 1

Jedna łza, druga łza, trzecia łza...ewentualnie milion. Całe moje życie w jednej chwili się rozsypało. Siedziałam skulona w wannie, do połowy wypełnionej wodą. W jednej ręce trzymałam nóż, z drugiej powoli spływały strużki krwi. Powoli zmieniały kolor nieskazitelnie przezroczystej cieczy we wściekle czerwony. Dlaczego? To jedno pytanie wciąż tłukło się w mojej głowie. Dobrze wiedziałam, że teraz zrujnuję również i jego świat. Było mi tak głupio. Puste oczy bezwiednie krążyły po całej łazience, szukając czegoś na czym mogłyby skupić przerażony wzrok. Z hotelowego pokoju dobiegał mnie odgłos piątki roześmianych chłopaków, odnoszących właśnie światowy sukces. Byli zupełnie nieświadomi tego, co za chwilę zobaczą. Chciałam cofnąć czas, byleby tylko nie dopuścić do tego, co właśnie się zdarzyło. Zadałam sobie ból po raz kolejny. Załkałam cicho, mając nadzieję, że nikt nie usłyszy. Żegnajcie One Direction, pomyślałam. Nagle zaczęło kręcić mi się w głowie. Zaczęłam gwałtownie szlochać, chwilę później zemdlałam.

***

Wokół mnie biegało wiele osób. W dalszym ciągu siedziałam skulona w czerwonej od krwi wannie. Powoli otworzyłam oczy. Wszystko widziałam jak za mgłą. Chciałam się ruszyć, jednak całe moje ciało odmawiało posłuszeństwa.
- Boże.. Katie, dlaczego to zrobiłaś? - wyszeptał zrozpaczony Niall.
- Niall, zostaw mnie, zapomnij o mnie. Jestem potworem. Proszę odejdź.. - wychrypiałam ostatkiem sił.
- Nie ma mowy. Nie zostawię cię, nigdy w życiu. Musisz stąd wyjść.
Mój nieświadomy chłopak wziął ręcznik, wyciągnął mnie z wanny i szczelnie nim okrył. Dygotałam z zimna, trzęsłam się ze strachu. Co ja mu teraz powiem? Jak wytłumaczę mu, że chciałam popełnić samobójstwo, żeby uratować jego karierę? Pomyśli, że to żałosne.. Byłam w czarnej dupie. Chcąc, nie chcąc, poszłam za nim do mojego pokoju, gdzie wręczył mi ubrania i kazał mi się ubrać. Kiedy byłam już w pełni sucha i ubrana, wziął mnie za rękę i zaprowadził bez słowa do samochodu. Usiadł obok mnie na tylnym siedzeniu i przytrzymywał ręcznik przy ciągle krwawiącej ręce. Od czasu, kiedy wyciągnął mnie z wanny, nie odezwał się ani słowem. Poczułam, że nie mam już żadnych szans na normalne życie. Rozpłakałam się.
- Katie, nie chciałem pytać, naciskać na ciebie, żeby jeszcze bardziej cię nie zdenerwować, ale musisz mi powiedzieć co się stało. Nie mogę już patrzeć jak cierpisz. Dlaczego chciałaś pozbawić mnie w życiu wszystkiego co mam? Dlaczego chciałaś mnie pozbawić ciebie? - powiedział drżącym głosem Niall i mocno mnie przytulił.
- Przepraszam. Niall, przepraszam cię za wszystko co zrobiłam. Za to, że mnie poznałeś, że się we mnie zakochałeś, że teraz będziesz musiał to wszystko przeżywać. Patrzysz właśnie na osobę, która dobitnie zrujnowała ci życie - odparłam zdruzgotana.
- O czym ty mówisz? Co ty w ogóle wygadujesz?! Katie! Co się dzieje?!
Zaniemówiłam. Nie byłam w stanie wymówić już ani słowa. Wybuchłam jeszcze głośniejszym płaczem i wtuliłam się w niego. Dlaczego muszę mu to robić? Tymczasem Niall patrzył na mnie przepraszającym spojrzeniem, myśląc, że to on jest wszystkiemu winny.
- Porozmawiamy w hotelu - powiedziałam z trudem, a on tylko skinął głową.
Wchodząc do szpitala, wzbudziliśmy zainteresowanie wszystkich. Na mój widok wszyscy odwracali się i patrzyli z niedowierzaniem. Wcale im się nie dziwiłam. Miał potargane włosy, opuchnięte oczy oraz ręcznik przesiąknięty krwią, obwinięty dookoła ręki. Niall obejmując mnie, przepychał się przez grupkę fanek, które już zdążyły go zlokalizować. W końcu odnaleźliśmy dobre drzwi i wślizgnęliśmy się z ulgą do pokoju. Doktor szybko opatrzył moje rany i wypisał leki. Spojrzałam na receptę i uświadomiłam sobie, że muszę o coś zapytać. Poprosiłam Nialla żeby wyszedł, bo nie chciałam, żeby słyszał. Niechętnie się zgodził, jednak poszedł. Po dziesięciu minutach z pokoju wyszłam również ja. Zobaczyłam mojego chłopaka, stojącego wśród rozwrzeszczanego tłumu, rozdającego autografy z obojętną miną. Kiedy mnie ujrzał, nie zważając na nic zaczął przepychać się w moją stronę. W mgnieniu oka znaleźliśmy się z powrotem w samochodzie. Żadne z nas się nie odzywało. Nie miałam na tyle odwagi, by cokolwiek mu powiedzieć. Zastanawiałam się, jak mu to powiem. Byłam stuprocentowo pewna, że mnie znienawidzi. Bo jak inaczej mógłby zareagować? Wszystko co do tej pory poznał zostanie przewrócone do góry nogami. Tak, Katie Brooks, to wszystko twoja wina. Niespodziewanie zatrzymaliśmy się przed hotelem. Cała droga minęła mi zdecydowanie za szybko. Kiedy weszliśmy do pokoju, wszyscy wbili w nas wzrok. W jednej chwili wszyscy zaczęli się przekrzykiwać, wypytywać co się stało, przytulać mnie.
- Wyjdźcie wszyscy, proszę. - powiedział Niall stanowczym głosem.
Nikt nie protestował, zostaliśmy sami. Posadził mnie na kanapie i usiadł naprzeciwko mnie. Spojrzał mi prosto w oczy, ciężko wzdychając.
- Wytłumaczysz mi w końcu co się dzieje? Proszę, nie mogę już wytrzymać. - powiedział ciepłym głosem.
- Niall, to wszystko jest takie skomplikowane. Sama nie wiem od czego zacząć.. Przepraszam cię, za to wszystko co się dzisiaj wydarzyło. Nie zniosłam presji. Prawdopodobnie będziesz mnie za to nienawidził do końca życia i dobrze cię rozumiem. Chcę ci tylko powiedzieć, że poradzę sobie sama. Nie chcę zniszczyć twojej kariery, wiem ile zespół dla ciebie znaczy. Chcę żebyś żył normalnie, żebyś o mnie zapomniał. Jakbym nigdy nie istniała. To wszystko przez jedną głupią tabletkę. Niall, przepraszam cię, to wszystko moja wina, zapomnij o mnie.. Przepraszam.. - wyrzuciłam z siebie wszystkie te słowa, a łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
- Katie, o czym ty mówisz? Uspokój się, nigdy nie przestanę cię kochać. Co się stało?!
- Niall.. Jestem w ciąży.

_________________________

mam nadzieję, że pierwszy rozdział się podobał już niedługo następny :>